***jess
Marzenia. Chyba wszyscy je mamy. Mniejsze, większe, kolorowe i te zwyczajne, realne, szarego codziennego dnia.
Ale istnieje w nazwie jeszcze jeden rodzaj marzeń -
Marzenia senne.
Czy aby zawsze ta nazwa jest właściwą?
(...)" Śni mi sie matka Thomasa. Jest w bardzo zaawansowanej ciąży. Lada moment nastąpi rozwiązanie. Jest ociężała, z trudnością się porusza, twarz, ręce, nogi w obrzękach, na twarzy zmęczenie i pozorny spokój. Przyglądam się jej oczom. Spokój jest maską, w oczach czai strach, wypełniony dynamicznym ruchem gałek, ukradkowych spojrzeń rzucanych na sterczący brzuch. Jest w nich coś jeszcze, co mnie przeraża. Ona nie chce tego dziecka, jakby się nim za wczasu brzydziła. Niechęć w niej jest tak mocno wezbrana, że stara się ukryć z całych swoich sił w wirującym bez ustanku wzroku.
Nie, ona nie czeka na to dziecko z miłością i oddaniem. czemu? Zastanawiam się. Czemu ona tak bardzo go nie chce, a mimo to rodzi nowe życie. Czemu jest w niej tyle negatywnej postawy?
Zaczyna się poród. Przebiega prawidłowo, klasycznie. nasilają się skórcze, kobieta oddycha z większym trudem, twarz wykrzywia się w grymasach bólu i wysiłku. Powoli ukazuje się główka dziecka i w tym momencie kobieta wstrząsa się, wzdryga się jak przed czymś obrzydliwym i zaniechuje wszelkich czynności. Akcja porodowa ustaje, dziecko z urodzoną główką może się udusić. Ona nieruchomieje, jakby ważyła w sobie w tym decydującym momencie, czy dać zycie nowemu, czy je go pozbawić.
Patrzę i widzę, jak bardzo jest krucha granica między życiem a śmiercią, że tak bardzo wiele zależy od woli rodzącej. Jest to straszny moment, nie można nic zrobić, jedynie być świadkiem dokonującej się w kobiecie transformacji, burzy decyzji, wahania. Tak bardzo niewiele trzeba, tylko jeden malutki akt woli, aby zamkniętą duszę w niemowlęcym ciałku skazać na wieczną ciemność lub otworzyć bramę do światła i życia.
Z wykrzywioną w determinacji twarzą, krzykiem wydobytym z głębin gardła i krtani kobieta poddaje sie ostatniemu skurczowi macicy i rodzi nowe życie. Dookoła zalega jakś nieswoista cisza, usta kobiety zamierają, krzyk się urywa. Dzień szarzeje, upiorna cisza potęguje się z cała swoją mocą. Nie brzmi w niej najdrobniejszy szelest, szept, szmer oddechu.Noworodek leży jakby martwy, nie porusza się, jego matka również. Obraz jest martwy, wszelki najmniejszy ruch znikł . Dziecko przyszło na świat w Tajemnicy Ciszy. Mam wrażenie jakby cały wszechświat powstrzymał wszelki ruch. Chwila narodzin jest chwilą złowieszczą.
Nowonarodzona istota w małym stopniu przypomina ludzkiego noworodka. Ciało pokryte ciemnobrązową skórą błyszczy od wód płodowych, jest mokre i oślizgłe. Kończyny zakończone długimi, brązowymi, wygietymi paznokciami do złudzenia przypominają szpony drapieżników. Na krótkim, klockowatym tułowiu osadzona wielkich rozmiarów głowa z mocno wysunietą do przodu dolną szczęką, coś co w żaden sposób nie jest podobne do głowy człowieka czy jakiegokolwiek znanego zwierzęcia.
Noworodek jest straszny, a wizerunek straszydła potęguje wszeobecna cisza i jego wielkie czarne, głębokie oczy szeroko otwarte, z których wyziera na ten świat jakaś złowieszcza potęga instynktu, siła nieświadomości. I nagle cisza rozbrzmierza dźwiękiem zgrzytających w buzi noworodka zębów. Dziecię jest żywe. Jest męskiej płci." (...)
Sny Emili są niesamowite, straszne, koszmarne, ale również intrygujące. Mówi, że kiedyś nie rozumiała ich i bardzo sie bała. Dziś też potrafią wybudzic ją nagle koszmarnym widziadłem, po których już nie może zasnąć ponownie.
Co jakiś czas bedę starała się je tutaj opisać na podstawie jej zapisanych opowieści.
Podświadomość Emili daje jej wyraźne sygnały, czym, lub jak ktoś woli kim jest człowiek, któremu zaufała swoim życiem, któremu oddała jego znaczną część.Sen ją ostrzegał, ale to był taki czas, że Emili nie chciała przyjąć do swojej świadomości tego, ze jej wieloletni partner życiowy jest niestety mutacją genetyczną, jak pisała daleko później w swoich wierszach. Chciała wierzyć, że może nauka bada ludzkie geny, wyciąga wnioski, obserwuje, ale przecież to wszystko odbywało sie w jakichś laboratoriach, gdzies daleko, ale żeby tak od razu w życiu? Nie, w to uwierzyć nie była w stanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Śmiało i szczerze postaw swój ślad.
***jess