wtorek, 28 czerwca 2011

góry przeszłości

***jess
   Każdy z nas ma swoją historię, swoją przeszłość, która jak wielka góra stoi za nami wszędzie tam, gdzie my jesteśmy i patrzy na nasze plecy. Można by powiedzieć, że to jedyny najwierniejszy przyjaciel człowieka od początków jego istnienia po kres.
   W jej ogromnym wnętrzu mieszczą się niezliczone labirynty, komnaty, zakamarki, schody w górę i pełne mrocznych cieni w dół. Ze ścian zwisają liczne pajęczyny kurzu, ciemności rozświetlają cieniutkie niteczki światła. W licznych komnatach mieszkają nasze cienie, płaczą nasze bóle, cierpienia, z których, tworzą się strumienie słonych łez płynące raz dzwoniącym, rozśpiewanym strumyczkiem, innym razem wzburzonym, żywiołem rwącym na przełaj, niszczącym wszystko co na jego drodze. Strachy i leki drżą przyklejone kurczowo do ścian góry, nad nimi przemyka wiatr krzyku oświetlając sobie drogę piekącym płomieniem destrukcji.
W komnatach drzemią nasze wspomnienia. Niektóre jaśnieją w ciemnościach czystym światełkiem radości, miłości, wzruszenia. Prowadzą do nich ścieżki wysłane kobiercami naszych dobrych intencji, dobrych życzeń, uplecionych z jasniejących promieni słońc. Stoją tutaj wielkie i małe trony, na nich spoczywają korony naszych dzieł, misterną pracą rąk zdobione. Nasze pomniki dokonań, osiągnięć w ziemskiej wędrówce. Ze ścian zwieszają się jak olbrzymie, drzemiące pająki portrety ludzi, którzy przecięli naszą ścieżkę życia. Jedni szli z nami razem krócej, lub dłużej, innych zatrzymała na chwilę spirala losu. Wszystkie połączone z górą plątaniną srebrzacych się niteczek ludzkiej energii.
Góra przeszłości martwą nie jest, zyje swoją energią, złożonych w niej emocji, uczuć, obrazów zdarzeń, postaci. I długo żyć jeszcze będzie, kiedy my odejdziemy bezpowrotnie żywiąc się okruchami wspomnień pozostałych w sercach ludzi, naszych bliższych i dalszych znajomych, rodziny.
Plączą się w niej ścieżki, zarastają różnymi krzakociami trudnych spraw, niektóre giną zasypane kurzem czasu, ale istnieją. Mało tego, czasami odradzają się i ujawniają swoją obecność na kruchej krawędzi jawy i snu. Sączą się w sen, przenikają najmniejszą szczelinką w uśpioną świadomość jak fala powrotu odbita od dna podświadomości.
Bywa, że długo zwlekają z zamiarem ujawnienia sie w nagiej, nie skażonej prawdzie nim człowiek bedzie gotów na jej przyjęcie. Zbyt dobrze znają swojego właściciela, aby nagiąć jego czas. Jak nic i nikt bardziej na świecie wiedzą, kiedy mogą otworzyć swoje pieczęcie przed świadomym, ludzkim umysłem.
 Bywa, że góra przygotowuje cłowieka do dalszej drogi, być może jakiegoś pokręconego wirażu, w którym mógłby się zgubić. Wtedy jej potęga pojawia się w sennych marzeniach jako sen ostrzegawczy. i kiedy zbliżają się zmiany, odłożone wspomnienie snu w pamięci góry pozwala na ułożenie puzli w całość.
Już wiemy, że napływają nowe zdarzenia, że nasza droga zmienia kierunek, pojawiają się nowi ludzie, chociaż i tak często nazywamy to przypadkiem.
Bywa jednak, że jesteśmy w tych zmianach zagubieni jak małe dzieci, którym zabrakło prowadzacej reki. Z pomocą przychodzi podświadomość i w snach odkrywa prawdziwe karty, ujawnia rzeczywiste obrazy, obalając nasze mity utworzone z wiarą w to w co chcieliśmy wierzyć. Nie zawsze są łatwe do przyjęcia, akceptacji, bo człowiek to taka dziwna istota, która wszystko ubarwia pozytywnym kolorem, ciepłą myślą i żywi nadzieję, że ów mit wiary jest jedynym dla niego dobrem.
Niekoniecznie, bo kiedy budzimy się z takiego snu, cieszymy się, że to był tylko sen, że obudziliśmy się ze strasznego koszmaru, a sen pójdzie w zapomniane. Złożymy go w niedostępne obszary naszej góry.Tam poczeka, aż dojrzejemy i zrozumiemy, jak złudną jest nadzieja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Śmiało i szczerze postaw swój ślad.
***jess