niedziela, 6 listopada 2011

Echo Karmazynowych Gór

***jess

(...)
Kiedy z orbity strącony Księżyc
sięga ciemności dna i staje w Nowiu -
w podziemiach Gór
ożywają Kamienne Sarkofagi -
budzą się ze snu
zawieszone między Światem
Żywych i Umarłych
Karmazynowe Istoty,
aby upolować dla siebie Ofiarę.
Tylko Góry Nieustępliwe
stoją Trwałe
płonąc o Słońca Zachodzie
Karmazynowym Płomieniem (...)
                                                           /Emili/

Po zapoznaniu się z treścią notatek, jakie zostawiłam Emili napisała wiersz. Przedstawiam go powyżej.
Znalazła dla siebie też pewną afirmację w wierszu amerykańskiej poetki -

(...)
     Większa od Gór jest moja Wiara -
     gdy Góry staną się prochem,
     Wiara podźwignie z Purpur Wschodu
     Słońce i wskaże mu drogę (...)
                                              /Emili Dickinson w przekładzie Stanisława Barańczaka/

Wiesz Jess, wreszcie mogę spojrzeć na swoją górę jakby trochę z boku. Nie mogłabym natomiast o niej pisać, bo słowa, które miałabym przelać na papier śmiertelnie by go okaleczyły.

   Telefon dzwonił niecierpliwym, stałym rytmem. Wwiercał się w uszy, nasycał dźwiękiem mieszkanie, pełzał w podskokach po ścianach, tańczył melodyjnie po deskach podłogi.
Jak zazwyczaj dzwonił nie w porę. Porę dla niej nieodpowiednią. Wróciła bez mała przed godziną z działki, na której zawsze było coś do zrobienia. Dzisiaj przesiała co najmnie tonę ziemi, wykopała w niej dziurę na oczko wodne i nadźwigała się kamieni, którymi zamierzała to oczko obłożyć tworząc coś w rodzaju trzykondygnacyjnego skalniaka wzniesionego nad tą kroplą wody tylko z jednej strony, aby druga stanowiła swobodny dostęp do oczka. że też zawsze musi mieć jakieś udziwnione pomysły? Udziwnione, dlatego, że kiedy wznosiła już tę górę ziemi i formowała półogrągłe piętra, przechodzący działkowicze jak również sąsiedzi zastanawiali się zatrzymując przy bramie, co też ona z tą górą zamierza zrobić? Wszędzie, wszyscy kładą równe cementowe dróżki pod sznurek, rządek tulipanów, rządek pietruszki, na równych grządkach też pod sznurek, a ona najpierw kopie dziurę, a teraz ta góra ziemi? Kręcili głowami uśmiechając się z lekka. Ale ona wiedziała co chce osiągnąć, więc nie zważając na ludzkie domniemania wykonywała swoją katorżniczą pracę mając w umyśle wizję efektów końcowych, niestety nie wcześniej niż za rok, kiedy wszystkie zasadzone na tych pięterkach wokół oczka wodnego zrobionego z wielkiej, blaszanej balii rośliny rozkrzewią się i zakwitną.
Była zmęczona jak koń zaprzęgowy i dzwoniący telefon był doprawdy bardzo nie w porę. Chciała odpocząć po ciężkim ale satysfakcjonyjącym wysiłku.
- Nie odbiorę, podzwoni i przestanie.
Nie miała ochoty na nawet najdrobniejszy gest leżąc w spoczynku na kanapie, czując jak pulsują tętnice, z ciała schodzi wysiłek. Mogłaby teraz zasnąć i spać już nawet do rana.
Telefon nie dawał za wygraną.
- Może ktoś czegoś bardzo od niej potrzebuje? Pomyślała z właściwym sobie poczuciem jakiegoś przymusu, obowiązku i mimo, że nie miała najmniejszej ochoty na wysiłek wydobywania z siebie głosu zgramoliła się z kanapy, podeszła i odebrała telefon.
- Cześć Emili. Już miałem się rozłączyć myśląc, że jesteś jeszcze na działce, ale super, że się odezwałaś, nie będę ciebie szukał po ogródkach, cha, cha, cha.
Zabrzmiał rozbawiony głos Nathana.
- Cześć Nathan. Nie wiem co cię tak bawi, chyba, że moja obecność po tej stronie słuchawki, bo ja w sobie jakoś żadnej iskry wesołości skrzesać nie mam wprost siły. Byłam na działce, wróciłam całkiem niedawno i jestem tak zdrożona, że nie chciało mi się złazić z kanapy do telefonu, ale skoro zlazłam i nawet stoję, to gadaj o co chodzi, co się stało?
- My dzisiaj z Lucy robimy małą imprezkę i Lucy uznała, ja z resztą też, że powinnaś do nas wpaść, bedzie fajnie, cha, cha, cha..
Najwyraźniej Nathan jest w rozbawionym nastroju wywołanym zapewne już nie jednym drinkiem.
- A co to za impreza? Daj mi jakiś punkt odniesienia do niej, bo nie dzwonisz chyba ot tak sobie ni z gruszki ni z pietruszki, nawiasem mówiąc mam je na działce, a ty nie masz nawet działki. O co chodzi?
- O nic nie chodzi, posiedzimy, pogadamy, wypijemy piwo, albo cóśśś.. ( ulubione powiedzonko Nathana).
- Bo jak nie przyjdziesz, to ja po ciebie przyjadę - rzuca do słuchawki śmiejąc się.
- A możesz sobie przyjeżdżać jak już cię tak strasznie pili, ale zapowiadam ci, że już dzisiaj to ja się z domu nie ruszam. Jestem skonana robotą i nie mam siły na cokolwiek, a tym bardziej na cóśśś...a ty mi mówisz o imprezie? Może kiedy indziej, owszem, zgadamy się, zrobimy wspólnego grila, ale na litość nieboską, a człowieczą - nie dzisiaj!
Nathan rozmawiał z Lucy, spierali się o coś, wreszcie odezwał się do niej.
- No dobra, umówimy się na inny dzień, ale pamiętaj o tym i nie próbuj się wyłgać działką, bo i tak cię znajdę.
Żeby już mieć za sobą ową wiążącą na przyszłość umowę zaproponowała.
- No to powiedzmy w sobotę po południu, tak wstępnie proponuję, jeśli oczywiście nie macie nic przeciwko, ale umówmy się telefonicznie co do szczegółów, a dzisiaj bawcie się dobrze beze mnie, pozdrów Lucy i dzieciaki. Hej
- Dobra, może być, zdwonimy się, narazie.
Nathan się rozłączył, Emili odetchnęła z ulgą. Że też zawsze musi myśleć, że ludzie są w potrzebie, pomyślała sobie, przecież wcale niekoniecznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Śmiało i szczerze postaw swój ślad.
***jess