niedziela, 24 lipca 2011

w zielonej ciszy starego parku poznałam Emili - cd

***jess
   Po kilku godzinach obchodu postanowiłam, że powrotną drogę do domu skrócę i przejdę ścieżkami lasu, na których spotykałam już sarny, a które przyzwyczaiły się do mojej osoby i wyjdę tuż obok stawu, skąd mam tylko kawałek do siebie. Schodziłam z niewielkiego pochylenia ziemi wprost na przerzuconą, drewnianą kładeczkę nad strumyczkiem wody, który z jednej strony wpadał do stawu, a z drugiej z niego wypływał. Kładka o tej porze roku była zupełnie niewidoczna w gąszczu zielonej wierzby okrywającej swoimi długimi warkoczami spróchniałe czasem i wilgocią deski, nad którymi po jednej jej stronie wisiała rosochata, pokręcona poręcz zrobiona ze znalezionych w parku utrąconych przez wiatr gałęzi.
Weszłam na ten mały mostek i przez kołyszące się zieloną ścianą gałązki brzozy ujrzałam siedzącą nad brzegiem kobietę, opartą plecami o pień nadbrzeżnego klonu. Paliła papierosa, dym wolną chmurką unosił się nad jej głową ukrytą pod dżinsowym kapeluszem. Zatrzymałam się trochę zdziwiona, że mogę spotkać tutaj ludzką istotę. Raczej nikt nigdy nie przychodził nad staw, a na pewno już nad nim nie siedział. Nawet Henry nie zaglądał tu często.
Pomyślało mi się, że może przyjechała w odwiedziny jego wnuczka i szuka trochę odosobnionej chwili dla siebie, ale nic o tym nie wiedziałam, nikt nie wspominał o gościach, a wiedzieć trzeba, że my tutaj wszyscy najbliżsi siebie sąsiedzi wiedzieliśmy o sobie wszystko, no prawie wszystko i żyliśmy jak niewielka rodzina.
Postałam chwilę, nic mi nie przyszło do głowy, ruszyłam wolniejszym krokiem w kierunku kobiety. Nie mogła mnie dojrzeć od razu. Po pierwsze widoczność ograniczała zieloność krzewów, gałązek, drobnych drzewek, po drugie kobieta była zatopiona w swoich myślach, jakby scalona z otaczającą zieloną ciszą, wygładzoną taflą wody, odgłosami ptaków zbierających się do swoich miejsc wieczornego spoczynku. Kroki tłumiła miękka trawa i pomyślałam sobie, że ją przestraszę, kiedy tak niespodziewanie stanę tuż przy niej.
Chrząknęłam delikatnie, spoglądając na reakcję kobiety. Usłyszała, odwróciła głowę w moim kierunku. Zgasiła papierosa na ziemi, niedopałek zwinęła w jakiś kawałek folii i włożyła śmieci do dżinsowej torebki stojącej w trawie tuż obok. Ujęła mnie tym gestem.
Widząc, że nadchodzę chyba zaniepokoiła się odrobinę, wstała i pełna zmieszania oczekiwała.
- Hello
Uśmiechnęłam się z pozdrowieniem.
- Good ... afternoon
Odpowiedziała z lekkim wahnięciem między słowami, jakby zastanowiła się sekundę, czy używa właściwego zwrotu na tę porę dnia jeszcze.
- I' m sorry
Dodała wskazując ruchem ręki otoczenie i siebie, przepraszając za swoją tutaj obecność.
- It's all right, I'm...
- Thank you very much
Przerwała zakłopotana, więc kończyłam swoją wypowiedź
- I'm staying nearby, only pass through here.
Zakłopotanie na twarzy kobiety było wyraźnie widoczne, oczy zza szkieł okularów patrzyły na mnie miodowym kolorem pomieszanym z niepewnością i jakby szczyptą smutku, który być może towarzyszył jej w kontemlacyjnym zamyśleniu i nie zdążył się rozproszyć w tej niespodziewanej zmianie sytuacji.
- My English is very bad.
Mówiła wolno rozciągniętymi w uśmiechu ustami. Coś mnie zastanowiło, wsłuchiwałam się w jej głos. Był młody, jakiś szczery, przesycony emocją zmieszania, może zażenowania. Przemknęła analityczna myśl - ona jest Polką? Nie, chyba nie jest to możliwe, rozsądek wiedział lepiej od podszeptu intuicji. Coś mnie powstrzymywało od pójścia dalej swoją dróżką i pozostawienia tej drobnej postaci, coś nakazywało mi nawiązać dalszą rozmowę. Stałyśmy tak na wprost siebie uśmiechając się, ale wcale nie było to niezręczne. Pomiędzy nami czaiło się oczekiwanie.
- Where are you?
Słowa poleciały same, nim się spostrzegłam, że właściwie nie zadaje się tych pytań, mimo częstych, grzecznościowych zwrotów, tutaj dość powszechnie stosowanych.
Uśmiechnęła się jeszcze bardziej, zakłopotanie zmniejszyło swój wydźwięk i odniosłam wrażenie, że jest bardzo, ale to bardzo autentyczna, spontaniczna tak w zachowaniu jak i wypowiedzi.
- I'm from Poland.
Aż się bezgłośnie zachłysnęłam. Wyciągnęłam do niej rękę i słowa zupełnie automatycznie znów poleciały
My name is Jess, nice to meet you...
Cholera, co ja plotę.
- Cieszę się, że widzę polską duszę na tej obczyźnie bądź co bądź, też jestem Polką, tylko nazywam się trochę inaczej, to takie małe dziedzictwo po przodkach, nie bierz sobie do serca i mów mi po prostu Jess.
- Emilia - odpowiedziała zaskoczona podając do uścisku swoją rękę.Splotły się dłonie w ciepłym, mocnym uścisku, jak dwoje przyjaciół po długiej rozłące. Żadna z nas nie wypuszczała dłoni drugiej, trwało to dłużej niż wymagała tego ceremonia.
Wreszcie Emili poprosiła, abym usiadła na zielonym dywanie zapraszając gestem rąk, serdecznością w głosie i jakąś jego radosną melodią. Usiadłam z chęcią, chociaż powinnam już dotrzeć do domu i zająć się swoją zwierzęcą trzódką.
Okazało się, że Emili przybyła tutaj kilka miesięcy temu w celach oczywistych, czyli zarobkowych. Czy jest zadowolona z bobytu? Owszem, może być, chociaż liczyła na większe pieniądze, ale też bardzo tęskni za swoim domem, za Polską, za tym magicznym każdego człowieka miejscem, które niewidzialnie wiąże go ze sobą. Do parku i nad wodę przychodzi dość często z małym chłopczykiem, którym się tutaj opiekuje. Pytam, czy mogłaby się spotykać ze mną, na co  bez zastanowienia zgadza. Gawędzimy jeszcze z dobrą godzinę, słońce już skryło się za ścianą lasu, wyłaniają się pierwsze szare zmroki, czas się pożegnać. Idziemy kilkanaście metrów razem aleją parkową do rozwidlenia. Tam każda z nas idzie we własnym kierunku wytyczonym przez obowiązki, zadania, role. Pokazuję jeszcze Emili jak mogłaby dojść do mojego gospodarstwa, gdyby zechciała, a co dla mnie będzie doprawdy przyjemnością. Wpisałam numer telefonu Emili i wzajemnie.
Cieszyłam się nawet nie wiem czemu na tę znajomość, Emili też, może dlatego, że obie byłyśmy Polkami, może powiązała nas jakś nic sympatii, nie ważne. Ważne było to, że w momencie pożegnania już rodziła się we mnie chęć wspólnego spędzenia z nią czasu. To rzadkość takie odczucie w stosunku do nowo poznanej osoby. Wiem, że jest bardzo autentyczna, dlatego przyciąga uwagę. Zamierzam ją poswięcić Emili.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Śmiało i szczerze postaw swój ślad.
***jess